23 kwietnia 2014

Samolubność? chciwość? zazdrość?

Cześć!
Na początku proszę osoby, którym wyświetlił się ten post o przeczytanie go do końca.

Dziś chciałam poruszyć temat komentowania postów. Mam nadzieję, że nie zrozumiecie mnie źle.
Powiedzcie mi jak to jest, że ma się np. 100 odwiedzin bloga w ciągu dnia i do tego jakieś 5-8 komentarzy przy ponad 200 obserwatorach.
Obserwatorzy, to jak sama nazwa wskazuje, osoby zainteresowane danym blogiem, po prostu czytelnicy. A czy czytelnicy nie powinni wchodzić na bloga i go komentować, wyrażać swoje zdanie na dany temat lub odpowiadać na pytanie na końcu notki?
Naprawdę tego nie rozumiem. 

Na przykład ja obserwuję i czytam wiele blogów o różnej tematyce od opowiadań po sport i za każdym razem jak wchodzę na czyjegoś bloga to komentuję, ponieważ wiem, że sprawie radość blogerowi jak i czasem mogę pomóc odpowiedzią na pytanie. Blogerzy często na końcu swoich notek zadają pytania, jest to dobre gdy np. nie wiem jak skomentować post.
To samo tyczy się obserwacji. Jeśli podoba mi się blog, wygląd, sposób pisania itp. to oczywiście obserwuję.

Niekiedy mam wrażenie, że ludzie są samolubni, ponieważ nie zrobią nic, na czym by nie skorzystali, "coś za coś".
Prosty przykład, komentarz na blogu "Obserwuję i LICZĘ na to samo/rewanż". Brak słów.
Jak widzę taki komentarz, gdziekolwiek, to nie wytrzymuje. Zawsze mówię, żeby tak nie liczył, bo się przeliczy.

Chciwość? To za wszelką cenę chęć "wybicia się" w blogosferze. Można to też podpiąć pod powyższy przykład komentarzu. Skomentuje jak Ty skomentujesz, zaobserwuje jak Ty zaobserwujesz. Pytanie tylko, czy to ma sens?
Nie wiem czy dość popularna "obserwacja za obserwację" będzie trafnym przykładem, ponieważ z jednej strony nie ma w tym złego. Osobiście zgadzam się na takie propozycję, jeśli blogi podobają się obydwu blogerom.

No i zazdrość. Według mnie w blogosferze objawia się ona tym, że ktoś wchodzi na bloga, który ma np. ponad 500 czytelników i po ok. 100 komentarzy pod postem, to wtedy taka osoba ani nie skomentuje ani nie zaobserwuje, ponieważ może pomyśleć " skoro już tyle tego wszystkiego ma, to co ja się będę się produkować, nie będzie mieć więcej obserwatorów i komentarzy.
Dla mnie takie myślenie jest wręcz idiotyczne.
Jak ktoś ma dość duże statystyki, świadczy to o tym, że jest "dobry" w tym co robi i przede wszystkim ludzie to lubią.

Jeśli chodzi o mojego bloga to nie powiem, jest mi trochę przykro, gdy przeczytam post dość znanej blogerki, która napisała, że była w szkole i nie było tak źle jak myślała, a potem napisała, ze świeci słońce i jest trochę cieplej. Do tego dodała kilka zdjęć (swoich) i tyle, a pod postem ponad 200 komentarzy, a jeden z nich to "świetny post, jak zawsze"...
Jest mi przykro, ponieważ jak np. w ostatnim poście się trochę rozpisałam, napisałam o czymś zupełnie innym, na prawie żadnym blogu nie było podobnej notki i co?! 5 komentarzy?!
To jest naprawdę dziwne. Zdaję sobie sprawę z tego, że tamta osoba jest już "rozpoznawalna" i ma swoich "fanów", ale uważam, że jest to smutne.

Nie zrozumcie tego jak "oczekiwanie" na większą liczbę komentarzy, ale sami przyznajcie, że 5 komentarzy na 250 obserwatorów to trochę marne proporcje, prawda?
Staram się jak mogę dodawać często posty i staram się żeby nie były one byle jakie.
Ale może powinnam pisać tak " Cześć. Byłam dzisiaj w szkole, myślałam, że będzie ciężko, ale jednak się pomyliłam. Na dworze było ciepło, niebo bez ani jednej chmurki, a słońce świeciło. Cześć". Wtedy też będę mieć 200 komentarzy....

Czasem wydaje mi się, że gdyby ta osoba napisała, że przed chwilą zjadła 5 jabłek, to komentarzy byłoby jeszcze więcej, typu "świetny post", "wow! gratuluję".

Może teraz jestem trochę złośliwa, przepraszam, ale jak sobie o tym przypomnę, to zaczynam się denerwować.

Proszę Was tylko oto, abyście szczerze ( nie np. fajny blog, zapraszam) komentowali moje posty, jak wejdziecie na bloga. Wtedy będę mieć pewność, że ktoś to czyta i podoba mu się to co napisałam i to co piszę ogólnie. Wierzcie lub nie, ale komentarze naprawdę bardzo motywują do dalszej pracy :)

Jeśli przeczytaliście to do końca to gratuluję. 
Wybaczcie, ale musiałam poruszyć ten temat, ponieważ w pewnym stopniu nie daje mi spokoju. 


Jakie jest Wasze zdanie na ten temat?

21 kwietnia 2014

Królewskie życie

Cześć Wam!
Dzisiejszy dzień przesiedziałam w domu, zajadając się świątecznymi smakołykami.
Coś mi się wydaje, że będzie trzeba się troszkę poruszać po tych świętach :)

Jeszcze nigdy nie wspominałam Wam o moim "zainteresowaniu" rodziną królewską m.in. Williamem i Kate. Nie wiem dlaczego, ale lubię o nich czytać i oglądać różne programy. Może to dlatego, że uwielbiam Wielką Brytanię dosłownie za wszystko.
Wracając do programów. Dziś w telewizji oglądałam (po raz setny) film pt. "William i Kate".  
Wydaję mi się, że większość już go widziała. 


Opowiada on o tym jak Will i Kate poznali się na studiach i o ich życiu po ukończeniu szkoły. Historia jest poruszająca, przynajmniej dla mnie. To cudowne jak ich miłość rozkwitała i przetrwała naprawdę wiele trudnych chwil.
Najbardziej podobała mi się końcówka filmu jak w Kenii William oświadcza się Kate, a następnie pokazana jest część ich ślubu oraz moment gdy stoją na balkonie i machają do ludzi :)
Jeśli nie widzieliście jeszcze tego filmu, to serdecznie zachęcam do obejrzenia. Jedno jest pewne, nie pożałujecie.

Kolejnym filmem, jaki dziś obejrzałam to "Królowa".


Jest to film biograficzny, opowiada o chyba najbardziej ciężkim momencie w życiu rodziny królewskiej, a mianowicie o wypadku i śmierci księżnej Diany.
Nie zbyt wiem jak mam go opisać, ponieważ zawsze mam problem ze streszczeniami filmów biograficznych. Można powiedzieć, że motywem przewodnim jest pogrzeb księżnej. Królowa Elżbieta nie przepadała za Dianą, chciała aby pogrzeb był "prywatny". Lecz wiadomość o śmierci Diany bardzo wstrząsnęła londyńczykami i ludźmi z całego świata. Premier Tony Blair chciał, aby pogrzeb był "publiczny", by wszyscy mogli się z nią pożegnać. 
Do obejrzenia tego filmu również zachęcam, ponieważ jest naprawdę ciekawy. 


Śmierć księżnej Diany zawsze była dla mnie "ciekawym wydarzeniem" jeśli mogę to tak nazwać.
Mimo to, że zginęła 2 miesiące po tym jak się urodziłam, lubiłam ją "od małego" i za każdym razem gdy o niej słyszałam czy czytałam byłam wręcz wściekła na paparazzi, którzy za nimi jechali. 
Moim zdaniem to oni są odpowiedzialni za ich śmierć. 

" Zainteresowanie mediów towarzyszyło księżnej zarówno w trakcie małżeństwa, jak i po rozwodzie, doprowadzając pośrednio do wypadku samochodowego w 1997, w którym na miejscu zginęli kierowca Henri Paul i towarzysz księżnej, Dodi Al-Fayed, a ona sama zmarła w wyniku obrażeń odniesionych w wypadku. 
Diana pozostawała jednym z najpopularniejszych członków Brytyjskiej Rodziny Królewskiej. Zasłynęła działalnością dobroczynną i charytatywną oraz zamiłowaniem do mody, które przyniosły jej przydomki Księżnej Ludu oraz Ikony mody."
 
TUTAJ  znajdziecie całą biografię księżnej Diany.
Jej postać zawsze była i jest dla mnie bardzo ciekawa i interesująca.

Według mnie Kate bardzo przypomina Dianę. Chyba głównie dlatego, że obie zajmowały się działalnością charytatywną, mają "dobre serce" i są bardzo lubiane przez ludzi. 
A TUTAJ możecie poczytać o Kate.


Podobał Wam się dzisiejszy post?
Lubicie rodzinę królewską?

Dobranoc :*

19 kwietnia 2014

Easter

Hej!
Niedawno wróciłam do domu z krótkiego spaceru. Wybrałyśmy się z mamą nazbierać kilka zielonych gałązek, aby powiesić na nich kolorowe jajka i ozdobić dom.


Dziś o 10 poszłam poświęcić koszyczek. 


Potem zabrałam się za jedną z książek, o których ostatnio wspomniałam. 
Na początek wybrałam "Wybór", który pochłonął mnie niesamowicie. W kilka godzin przeczytałam 13 rozdziałów. Jestem z siebie dumna, a przy okazji trochę zaskoczona, ponieważ jeszcze nigdy tak szybko nie czytałam. Może nawet uda mi się ją skończyć jeszcze dziś.
Jednak książki Nicholasa Spraks'a mają w sobie "to coś" :)


Mój wielkanocny króliczek ♥

Miłego popołudnia :*
Pa pa

18 kwietnia 2014

Święta, święta


Cześć!
Przygotowania do świąt w moim domu właśnie dobiegły końca. Przez cały dzień z mamą sprzątałyśmy i piekłyśmy różne smakołyki, no i oczywiście farbowałyśmy jajka, jak na Wielkanoc przystało haha


Jutro rano lecę do Kościoła z koszyczkiem, a potem coś czuję, że troszeczkę się najem... 
Nie lubię świąt przez te dodatkowe kg.


Życzę Wam wspaniałych, radosnych świąt, spędzonych w gronie najbliższych oraz w ciepłej, rodzinnej atmosferze.

Podsumowując...
 SMACZNEGO JAJKA ZAJĄCZKI!

Dobranoc :*

14 kwietnia 2014

Nicholas Sparks- My favorite writer

Heej!
Dzisiejszy dzień jest pełen sprzeczności. Rano byłam trochę zdołowana, a potem zaczęłam się śmiać, to samo z pogodą, raz deszcz i grad, a raz słońce. 

Po szkole wybrałam się do biblioteki po kolejne książki mojego ulubionego pisarza- Nicholasa Sparks'a. Na święta wypożyczyłam "Wybór" i "Prawdziwy cud". Miałam w planach przeczytać "Od pierwszego wejrzenia", ale akurat teraz nie ma. 
Pierwszą książkę jaką przeczytałam była "Ostatnia piosenka", sięgnęłam po nią tuż po obejrzeniu tego filmu. Historia głównych bohaterów bardzo mi się spodobała. Jest to dramat, jak prawie wszystkie książki Sparks'a, a osobiście bardzo lubię takie książki i filmy. Uwielbiam połączenie dramatu z nutką romantyzmu :)

Troszkę o autorze:


Nicholas Charles Sparks (ur. 31 grudnia 1965 w Omaha) – amerykański pisarz, którego książki ukazują się w 33 językach.
Pisarz, po którego twórczość chętnie sięgają realizatorzy filmowi. W znanej polskim widzom adaptacji Listu w butelce zagrali Kevin Costner i Robin Wright Penn.

Pisarz mieszkał w Fair Oaks przez całe liceum, które skończył z wyróżnieniem w 1984, otrzymując stypendium naukowe na Uniwersytecie w Notre Dame. W 1985 przerwał naukę i podczas wakacji napisał pierwszą powieść, która nigdy nie została opublikowana. Wrócił więc na uczelnię, obierając za specjalizację rachunkowość, w 1988 roku z wyróżnieniem ukończył studia.
Poznaną na wiosnę 1988 roku Catherine poślubił w lipcu 1989 r. Para zamieszkała w Sacramento w Kalifornii, gdzie napisał drugą powieść, która też nie zainteresowała wydawców. 
 W 1990 roku napisał książkę wspólnie z Billy Millsem – złotym medalistą olimpijskim, która została wydana przez Father Publishing po tym, jak wydawnictwo Random House ją odrzuciło. Książka sprzedała się zaledwie w 50 000 egzemplarzy.

W 1992 roku zaczął sprzedawać leki i przeniósł się z Sacramento do Karoliny Północnej. Nie minęły dwa lata, kiedy w wieku 28 lat napisał Pamiętnik. W październiku 1995 prawa do tej powieści kupiło wydawnictwo Warner Books. Książka ukazała się w październiku 1996 roku.

Dzieła:
  • Pamiętnik (The Notebook 1997)
  • List w butelce (Message in a Bottle 1998)
  • Jesienna miłość (A Walk to Remember 1999)
  • Na ratunek (The Rescue 2000) (wyd. pol. w 2001 w tłumaczeniu Andrzeja Szulca)
  • Na zakręcie (A Bend in the Road 2001)
  • Noce w Rodanthe (Nights in Rodanthe 2002)
  • Anioł Stróż (The Guardian 2003)
  • Ślub (The Wedding 2003), kontynuacja Pamiętnika
  • Trzy tygodnie z moim bratem (Three Weeks with my Brother 2004 wraz z bratem Micahem Sparksem)
  • Prawdziwy cud (True Believer 2005)
  • Od pierwszego wejrzenia (At First Sight 2005), dalsze losy bohaterów Prawdziwego cudu
  • I wciąż ją kocham (Dear John 2006) (wyd. pol. w 2008 w tłumaczeniu Elżbiety Piotrowskiej-Zychowicz)
  • Wybór (The Choice 2007)
  • Szczęściarz (The Lucky One 2008)
  • Ostatnia piosenka (The Last Song 2009)
  • Bezpieczna przystań (Safe Haven 2010)
  • Dla Ciebie wszystko (The Best Of Me 2011)
  • Najdłuższa podróż (The Longest Ride 2013)
Adaptacje filmowe:


  • List w butelce (1999)
  • Szkoła uczuć (2002)
  • Pamiętnik (2004)
  • Noce w Rodanthe (2008)
  • Ostatnia piosenka (2010)
  • Wciąż ją kocham (2010)
  • Szczęściarz (2012)
  • Bezpieczna przystań (film) (2013)
Naprawdę bardzo Wam polecam obejrzeć choć jeden film lub przeczytać książkę:)
Nie pożałujciecie! Gwarantuje!

Miłego popołudnia :*

11 kwietnia 2014

"Świat to za mało!"

 Cześć!
Troszkę mnie tu nie było i się stęskniłam, niestety w szkole ciężko o choć jeden dzień, w którym nie ma sprawdzianu, kartkówki, czy pytania. No cóż... takie życie licealisty haha

We wtorek wpadł w moje ręce dwutygodnik Grazia (głównie dlatego, że jest wiele ciekawych kodów rabatowych do różnych sklepów!).

Przeglądając gazetę trafiłam na wywiad z Jessicą Mercedes. Jest to jedna z moich ulubionych blogerek, razem z Julią Kuczyńską (Maffashion).
Artykuł czytałam z wielkim zainteresowaniem i ciekawością. Jessica mówiła o sowich początkach oraz o dalszym rozwoju w świecie mody i blogosferze.
Na okładce widnieje zdanie "Dlaczego tak wielu ludziom działam na nerwy?".
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia co Jessica zrobiła innym. Jest "normalną" dziewczyną, która osiągnęła bardzo dużo w dość młodym wieku. Nikt jej nie mówił jak ma postępować, sama, swoją pracą i wytrwałością dążyła do celu i zdobyła go.

Mam wrażenie, że Polacy uważają blogerki za "darmozjadów", ale tak naprawdę mało kto wie, ile czasu i wysiłku potrzeba do prowadzenia bloga. Myślą, że jest to tylko 5 minut na napisanie kilku zdań, ale zapominają o tym, że trzeba jeszcze zrobić zdjęcia (czasem je przerobić), napisać kilka zdań, ale takich które mają sens, a do całości dochodzi jeszcze nauka. 
To nie jest takie proste jak niektórym się wydaje.

"Zawsze wolałam działać sama i nie czekałam, aż ktoś do mnie podejdzie."
"Nie wstydzę się, nie jestem sierotką, która stoi w kącie i czeka, aż ją zauważą. Biorę sprawy w swoje ręce."
"Traktuję innych tak, jak sama chciałabym być traktowana."
"Jak ktoś ma pomysł i realizuje go z pasją, prędzej czy później będzie spełniony."
"Polacy powinni być chociaż odrobinę dumni z blogerek. Bo one, poza modelkami, jako jedyne Polki są kojarzone na świecie." 

Te fragmenty najbardziej mi się spodobały :)

Miłego weekend'u Kochani!
:*



5 kwietnia 2014

In the garden...

Hej, hej!
W środę przyszedł mój rowerek treningowy, ale dopiero dziś z rodzicami zaczęliśmy go skręcać. Trochę to potrwało, ale już jest gotowy do jazdy, pierwsze 50 km za mną!
Dlatego też piszę dopiero teraz.

Mam dla Was kilka zdjęć, które zrobiłam w piątek popołudniu. 
Są to stokrotki i kwiaty wiśni, które najbardziej lubię fotografować, ale znalazłam także jednego fiołka :)



Teraz zmykam oglądać Listy do Julii, jeden z moich ulubionych filmów.
Muszę też znaleźć jakieś chusteczki, bo znając siebie będę płakać...

Dobranoc :*

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...